Kilkudniowy maraton z imponującym finałem. Teatr istny. Żaden tam Stratford. Ot, burleska Mac Sennetta. Od pierwszej do ostatniej sceny, wiadomo było, co się stanie. Cel przedstawienia, to wcale nie konieczność zreformowania obecnego systemu emerytalnego. Bo i po co zadzierać z tymi, którzy chodzą najliczniej głosować? Niemieckie un-think tanki, za pomocą D.Castro i PO, przeprowadziły operację, zadania kolejnego ciosu swojemu największemu wrogowi. Ostatniej przeszkodzie w przejęciu pełnej władzy w dawnej Generalgouvernement. Z przyległościami. Strona polska, sztab prezydencki, podjął wyzwanie.
Introdukcja. Wyciągnięcie z sejmowego archiwum jednego z najmniej udanych projektów pisowskich z poprzedniej kadencji. Zdecydowanie bardziej liberalnego, niż wiele innych, platformerskich. Idealny dla podważenia wrażliwości społecznej PiSu i Kaczyńskich. Może on był jeszcze w fazie konsultacji, ale po ich zakończeniu by przeszedł. Komisja Trójstronna, uwzględniając kilka kosmetycznych zmian zaproponowanych przez podzielone związki zawodowe, wysłałaby go do Sejmu, Sejm do Senatu. Tu trochę poprawek gramatycznych. Prezydencki podpis. Dlatego do dziś, PiS z Prezydentem kontestują tą obecną, rządową wersję ustawy, ze śmiesznego powodu, cezury roku 1999. Nie za to, że łamie ona podstawową zasadę współżycia społecznego na całym świecie. -Nie łamie się umów zawartych, gdy jedna strona umowy, swoje zobowiązanie wypełniła-. Jeśli tak, to zasługuje się na miano oszusta. Z oszustami się nie przestaje. Na pewno się ich nie wybiera. Czasami nawet się ich karze.
Akt pierwszy. Wyciągnięty projekt razem z nieco omszałą Chłoń-Domińczak , dopracowano. Krętactwami, pozbawiono nabytych praw do wcześniejszej emerytury, wszystkich. Zadbał o to tow. TW „Znak”. Niemieckim sposobem, jeszcze przedguderianowskim, zastosowano szybkość walca w konsultacjach ze stroną społeczną. Ze związkami zawodowymi. Podczas kilkudziesięciu monologów w Komisji Trójstronnej, pozwolono związkowcom wysłuchać, co ma rząd do powiedzenia. Poziom reprezentantów strony rządowej, niejako usprawiedliwia ich brak rozumienia, że dialog, to jednak nie to samo, co monolog.
Akt drugi. Błyskawiczna droga projektu przez Parlament. Żadnych ustępstw, sporów. Gniot, jaki wszedł na Wiejską, taki z niej wyszedł do Prezydenta. Spory z nauczycielami, zakończone obiecankami. Lekceważenie kolejarzy i ich protestów (a za pasem wojaże świąteczne). Tykanie zegara odmierzającego czas do prezydenckiego veta. Jeszcze w ostatniej chwili popis OBOPu. Nawet w samej Platformie Obywatelskiej (bez posłów), nie znalazło by się dzisiaj tylu jej zwolenników, co w tym sondażu.
Akt czwarty. Konsultacje szefów wszystkich związkowców w Pałacu Namiestnikowskim. Wieczorem veto.
Epilog. Rzeka impertynencji z ust platformersów. Prymitywnych kłamstw i standardowego już chamstwa w wykonaniu klownów-halabardników. Handlowe negocjacje z postkomunistami. Tylko, że dla tych ostatnich, jest to ostatnia szansa, żeby odwrócić proces swej degradacji. Muszą wybierać. Albo zagwarantują sobie pieniądze na przyszłe kampanie wyborcze i łagodność mediów, albo dokończą rugów starych pezetpeerowskich liberałów, niemających nic wspólnego z lewicą, prócz obłudnej retoryki. Wpuszczą w ich miejsce młodych. Odbudują elektorat. Bo dziś lewicy w Parlamencie nie ma. Poza Parlamentem, jest dużo wyborców do pozyskania. Do odzyskania. Właśnie teraz ich liczba będzie rosła. W kryzysowych czasach. Stara gwardia ze swoim beniaminkiem wie, że to ich ostatnie momenty. Zgodzi się na wszystko, czego zażąda PO. Za wysoką cenę. Wymierną. Państwowych synekur. Z wysokimi odprawami w kontraktach. Nawet kosztem utopienia własnego dziecka-SLD. Z całą resztą towarzyszy. Być może wierzących dotąd, że są socjalistami. Po wsparciu anty-pracowniczej ustawy, kończyć się będzie też OPZZ. W końcu współtwórcy „lewicy sejmowej”. Z Millerem, Siwcem, Oleksym, Kwaśniewskim. A przecież tę czysto polityczną ustawę, można już wkrótce nowelizować. Przywrócić szacunek dla prawa. W kampaniach przedwyborczych. Wkrótce ich będzie kilka. Tych oszukanych już przy urnach nie będzie. Na żadną listę swojego głosu już nie dadzą. Na wszystkie zawarczą.
czwartek, 18 grudnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz